poniedziałek, 18 października 2010

Uwaga uwaga :) urodzinowe CANDY :)

Ja nie wiem jak to możliwe, że za kilka dni minie rok od założenia przeze mnie tego bloga. To straszne że ten czas tak leci. Z jednej strony cały czas się na coś czeka, a z drugiej cały czas żałuje, że to już.
Wydaje mi się, że ten rok minął jakby to były trzy miesiące.
Kiedyś tato wytłumaczył mi dlaczego czas "goni" coraz szybciej. Przecież gdy mieliśmy dwa lata, rok to była połowa naszego zycia. Gdy mamy lat 30 to jest już tylko 1/30. A jak będziemy mieć 80?

W związku z taką rocznicą ogłaszam candy. Do wygrania będą dwie pary kapciochów. Tzn dla dwóch osób ;) W wybranym wzorze i rozmiarze :)
Nie wiem jaką datę wyznaczyć na zakończenie - w sumie powinna być rocznicowa - ale trochę się "zgapiłam" i to trochę za krótko chyba - bo 23.X. Więc może 28 X? Okej, 28 :)
Zatem do 28 proszę o zgłoszenia w komentarzach pod postem :) I o zamieszczenie informacji na swoim blogu :)

Poniżej przykładowe zdjęcia słodyczy ;)









A niebawem napiszę co się działo jak nic nie pisałam :) A działo się coś ciekawego :)
( o ile internet mi całkiem nie sfrunie za górę - bo testuje moją cierpliwość ;))jak na razie ;))

Uściski!!!

ZU

wtorek, 28 września 2010

W domu najlepiej :)

Drodzy odwiedzający :)
Zacznę od zakończenia historii z wyjazdem do Warszawy. Otóż jedyne co mogłam zrobić, a i tak z wielkim trudem organizacyjnym, to pojechać rano i wrócić wieczorem. Bartek ledwo chodził, więc do pomocy ściągnęliśmy ciociobabcię.
Wyjechałam busem o godzinie 7.20 rano. W Jankach byłam koło 13. Około 15 miała tam dojechać moja mama, miałyśmy spakować zakupy i z powrotem na południe ;)
Pomijam to, że jak wysiadłam w Jankach to miałam ochotę wskoczyć w pierwszy samochód jadący w stronę Radomia ;) albo uciec do najbliższego lasu ;) Chyba zdziczeliśmy w tym Piekle. W Warszawie ostatni raz byłam dwa lata temu. A kiedyś tam mieszkałam i umiałam tam żyć. Dziwne.

Na kartce miałam wydrukowane co chcę kupić - żeby nie tracić czasu i jak najszybciej wrócić do DOMU. I chociaż wiedziałam, że będzie to mega wykańczające przeżycie psychicznie i fizycznie to gdzieśtam tliła się nadzieja, że uda się to załatwić sprawnie, szybko i bezboleśnie.
Oczywiście dopadła mnie migrena i naprawdę miałam chwilę zwątpienia. Jestem pełna podziwu dla tych wszystkich, których widziałam tam kręcących się kilka godzin z dziećmi. Bo ja sama miałam naprawdę szczerze dość. Być może za dużo chciałam jak na jeden raz ;) No ale nie będę przecież co tydzień do Ikei jeździć :) Chciałam tylko szafę ;) i jakieś duperele.
Okazało się że mam dwa wielkie wózki gratów, wypadnięty dysk od pakowania tych gratów na te wózki, ból głowy uniemożliwiający normalne myślenie, przed nosem kolejkę a na parkingu samochód, na dach którego trzeba będzie to wszystko samodzielnie zapakować - a do domu jakieś 370 km a zbliża się 20ta.
Nie pytajcie co ja wtedy po nosem gadałam sama o sobie do siebie ;)
Aha, pomijam fakt, że jak już po wszystkich perturbacjach przy kasie dolazłyśmy w końcu do samochodu i otworzyłam bagażnik to mało nie zemdlałam. Samochód był JUŻ wypełniony po dach a my miałyśmy dwie szafy, i dwa wózki !
Mama zapragneła przewieźć część wyposażenia gabinetu z Warszawy do gabinetu w Krośnie ;/ Więc między innymi na siedzeniach pasażerów siedziały ogromne żółte dmuchane piłki rehabilitacyjne ;) z uszkami ;)
Dobrze że mój genialny umysl nakazał mi w tej sytuacji znaleźć wentyle ;) I tak wyobraźźcie sobie mnie ściskającą przed sobą wielką żółtą piłkę a moją mamę obok skaczącą na takiej samej ( no żeby wypuścić powietrze ;)) - bo ja chciałam "na pakera" klatą, a moja mama ( w końcu już podwójna babcia ;))) musiała użyc ciała :)
CYRK!
Jak już się w końcu spakowałyśmy to ja siedziałam twarzą przy szybie a jeszcze miałyśmy do odbioru 3 pudła z magazynu zewnętrznego - znajdującego się kilka kilomterów dalej.
Mężczyźni by tego nie przeżyli ;))

Dojechałyśmy późno ale szczęśliwie, w stanie agonalnym ;)

Szafy stoją, ubrania jeszcze nie posegregowane i nie poskładane są rozwleczone przez Krysię po całym domu, więc nawet mi się nie chce myśleć ile dziś mnie czeka sprzątania.

A nawiązując do tematu bloga - pokazuję co ostatnio szyłam - bo nie myślcie sobie że nie szyłam :) Sama nie wiem skąd mam tyle pary - bo naprawdę ostatnio to jakiś sajgon był. Nawet jadłam na stojąco. Ale no nie ma czasu! :)


Torba szara bardzo duża wełniana - typu hobo. Strasznie mi się podoba taki kształt. Mam wrażenie że bardzo ładnie się układa :)


Też duża i też hobo - tylko że dżinsowa :)



I takie kapciochy :) dawno ich nie szyłam :)



A, i taką czarną dużą kopertówkę ;) wiem że to już było ;)ale co mi tam :)





Idę ogarniać sytuację , może jeszcze jedną kawę wypiję dla dopingu i idę ;)
Bartek pojechał na kontrolę z kolanem, a ja z oboma potworami siedzę w domu, bo Michał wczoraj w szkole się źle czuł - Pani do mnie zadzwoniła, żebym po niego przyjechała. Podejrzewałam że ściemnia, bo nie nauczył się na trąbkę, i nawet mu zaproponowałam, że go zwolnię z samej trąbki ale niech zostanie na lekcjach, ale nie zgodził się na to.
Nawet nie wyobrażacie sobie jak się ucieszyłam jak po wyjściu z samochodu przed domem wziął i rzygnął ( Jejku przepraszam za takie brzydkie słowo!) - bo to oznaczało że nie ściemniał :)) że nie chciał mnie oszukać ;) A wiecie, w tym wieku to mogą się zacząć takie próby sił, nie?


Aha, i jeszcze sprawa organizacyjna.
Nie wiem co się dzieje z moją pocztą, ale zauważyłam, że maile dochodzą do mnie z opóźnieniem - i co najgorsze wpasowują się w miejsce w którym powinny być - tzn między tymi co przyszły o dobrej porze - i ja nie wiem czy one przyszły niektóre czy nie. Więc jeśli ktoś coś do mnie pisał, a ja nie odpisałam, to proszę o RIPLEJ :))

Sciskam mocno i dziękuję Wam bardzo!

Zu

Ps. Pogoda fatalna, a my bez gazu nadal.

poniedziałek, 20 września 2010

Operacja kolano :)

Dziś poruszę kilka wątków ( o ile nie zapomnę ;))
Po pierwsze PRIMO - mój mąż ma dziś operację na kolano. Pojechał do Rzeszowa, podobno ma wrócić wieczorem ( jak odzyska czucie w jajkach ;)) czy coś takiego ;))Liczę na to, że po pierwsze, nie będzie bolało ;) a po drugie że pomoże. A jak pomoże, to że uda nam się jeszcze pojechać w górki może w listopadzie..No i liczę na to, że jutro, będzie siedział z Krystyną a ja będę szyć :) hie hie taki mam chytry plan :)
Po drugie - musicie mi podpowiedzieć co czynić ;) A sprawa jest taka:
W sobotę chce jechać do Warszawy na zakupy. Do IKEI ;) przede wszystkim. Plan mam taki, że wsiądę rano w busa, zrobię zakupy i wrócę z moją mamą, która będzie wracać samochodem. Tzn taki jest plan A ( jego zaletą jest niespanie w Warszawie, wadą że nie pójdę na koncert - o którym dalej ;). Plan B jest taki, że wsiądę w busa w piątek, kimnę się w Warszawie, a w sobotę rano pojadę na Koło. Tu plusem jest Koło, minusem noc w stolicy ( powiedzmy że tu brak koncertu zrekompensuje mi Koło). Plan C natomiast zakłada, że pojadę w sobotę, zrobię zakupy, wieczorem pójdę na koncert, w niedzielę rano na Koło i dopiero do domu. Tu zalety wiadome - koncert, Koło. Ale ja chyba nie przeżyję "dobrowolnej" nocy w Warszawie, bez dzieci :( Jeszcze nie zdarzyło mi się zostawić Krystyny :( Ech..no i właśnie. Taki mam dylemat.
A koncert o którym mówię - to Chuck Mangione w kongresowej. No marzenie. Jak nie kojarzycie - posłuchajcie TEGO a jak kojarzycie to też posłuchajcie :) daje kopa większego niż hmm.. cokolwiek innego :) Przynajmniej mi :)
Dziś już mi się śniło, że poszłam po bilety - ale cały czas się wahałam - no i chciałam tylko spytać czy są, a Pani mi wydrukowała i powiedziała że MUSZĘ kupić ;))

No dobra, przejdźmy do tematu związanego z tytułem bloga ;)
Jak leci - uszyłam taki o różności ;)

Tę torbę szyłam dla Pani, która miała po prostu napisała mi jaką by chciała :) Po przeczytaniu kilkanaście razy opisu ;) wyszło mi coś takiego ;) mam nadzieję, że zadowalającego!





Komplet kopertówka plus portfel też uszyty "z opisu ";)dla Pani Magdaleny :)




I kolejny portfel w kwiatki ;)




A no i jeszcze oberżynowa kopertówka ;) Miała pasować do sukienki, mam nadzieję, że będzie ;))

I w sumie to chyba tyle:) coś tam jeszcze uszyłam, ale nudnego więc wiecie ;))


A :) I ostatni wątek ( czyli po trzecie PRIMO ;))) zajrzyjcie na www.namoimstole.pl :) I zobaczcie jakie świetne kubeczki! No w sam raz na kawę - :)) pasujące do czytania blogów :)

Dziękuję wszystkim, którzy wytrwali do końca :)
ZU

czwartek, 16 września 2010

Czy jest tu ktoś kto się nudzi?

Ja generalnie się nie nudzę ;) a wręcz łapię każdą chwilę i wyciskam na zero ;)

Ale..muszę, no po prostu muszę czasem usiąść i pozaglądać na blogi :)
Z kawą oczywiście :))

No i strasznie lubię, jak widzę nowe posty na swoich ulubionych blogach:)
I z racji tego zamieszczam u siebie nowego :)
Żebyście miały co oglądać przy kawie - o ile też tak lubicie jak ja :))


Torba - niestety znowu nieadekwatna do pogody. Najwyżej będzie czekać do następnego lata ;))





Portfel kwiatkowy :




No i jeszcze uszyłam kopertówkę XL i worek marynarski - ale "to już było" więc nie pokazuje, coby Was nie zanudzić tymi samymi wzorami.

Ogólnie dużo szyję i dużo mam jeszcze do uszycia co mnie wcale nie martwi, a wręcz czuję dziką radość na myśl o tym :)

Zatem, niebawem się odezwę - z nowymi zdjęciami :)

ZU

sobota, 11 września 2010

Skarby, pochwała starego i design ze Wschodu :)

Zanim przejdę do sedna dzisiejszej notki, chcę Wam bardzo podziękować. Dziękuję Wam za te wszystkie słowa, które zostawiacie w komentarzach. Co prawda ciężko mi te komplementy tak po prostu przyjąć, wiem że należy za komplementy dziękować, a nie zaprzeczać - ale mi się wydaje naprawdę czasami że jestem beznadziejna. Owszem, czasami wydaje mi się, że coś mi wyszło, udało się i jestem zachwycona "sobą". Ale zdarza się to raczej rzadko. Jak oglądam czasem inne - Wasze blogi, to myślę sobie - noż kurrrde, ale ja mam beznadziejnie w domu, głupio szyję, jestem brzydka i nie umiem gotować:) Także tym bardziej wielkie DZIĘKI, za wszystko co piszecie. I przysięgam, że nie kokietuję - po prostu nie wydaje mi się, żeby to co robie było rzeczywiście jakieś super. Staram się :) ale czy ja wiem..
Serdeczne dziękuję jeszcze raz!!

A teraz, coś z zupełnie innej beczki ;)

Otóż, chciałam powiedzieć, że:) Uwielbiam starocie. Graty, antyki, rupiecie :) Uwielbiam wszystko co nie nowoczesne :)
Co na to poradzę, że według mnie, kiedyś budowano piękniejsze domy, ciekawsze samochody, robiono lepsze sztućce, garnki, fotele i co tylko mi przyjdzie do głowy - to bardziej mi się podoba stare niż nowe.
Weźmy za przykład kościoły. Cały szlak architektury drewnianej - piękne, urocze, doskonale w bryle i wpasowane w okolicę kościółki. A obok wielkie, okropne molochy, przeszklone, krzywe, spiczaste, obłe - nowoczesne. Nie potrafię tego zrozumieć. Kto pozwala budować takie szkarady. I niestety w większości teraz wszystko jest takie jakieś mniej solidne, ma krótszą żywotność, i w ogóle - brzydkie.
Oczywisćie jest to tylko moja subiektywna opinia - ale to mój blog więc SE piszę co chce ;)

No i kontynuując myśl - pokazę Wam co mam fajnego :) Otóż jakiś czas temu kupiłam sobie starą maszynę do szycia. Jednak nie taką "zwykłą" starą - tzn najbardziej popularną :) Tylko taką - której kształt przypomina mi kształt amerykańskich samochodów z lat 60, a kolor jest tak uroczy, że uśmiecham się jak na nią patrzę :)
Uwaga :) Moja TUŁA :)) Tadam :)


Spójrzcie na tą korbkę :)

I konfrontacja z Elną ;)


No i jak Wam się podoba :)? Bo ja jestem zauroczona :) Nawet mój syn stwierdził - ale PIĘKNA maszyna :))

No, a skoro przenieślismy się trochę w czasie, pokaże Wam co udało mi się ostatnio "złowić" za 5 zł :) Cóż, dla niektórych byłyby to śmieci - dla mnie to SKARBY :)
Wykroje z lat 70tych :)


Cóż, jak dla mnie - vintage doskonały :)!





No a na koniec poskarżę się Wam, że zbiłam moją fotożarówę - jak chciałam zrobić zdjęcie kompleciku który uszyłam :(
Także zdjęcia takie sobie, bo bez światła :( no i muszę dokonać zakupu nowej zarówki.


No i właśnie - zdjęcia nie oddają uroku, a naprawdę jestem zachwycona tym połączeniem szarej wełny z różowym polarkiem :))





No i kończę moi drodzy, bo muszę isć męczyć dziecko żeby pograło łaskawie na trąbce, a poza tym mamy dziś gości więc coś by się przyadało ugotować :))

Dobrego dnia!!

ZU

wtorek, 7 września 2010

Opowieść :) o kobiecie z pasją ;)




Po pierwsze znów bardzo dziękuję za komentarze pod podprzednim wpisem. Tytuł był przewrotny - nie chodziło mi o to, że ja mam talent ;) Ja raczej jestem z tych mało "przebojowych" jak to moja mama określa, a mi się wydaje, że po prostu jestem obiektywna:) bo ja wcale nie uważam żebym miała jakiś nadzwyczajny talent. Ot po prostu pasja i trochę pomysłów - plus parę godzin spędzonych przy maszynie.

Opowiem Wam jednak o sytuacji, która sprawiła, że trochę mam wyższe mniemanie o sobie. Albowiem kilka lat temu wygrałam konkurs.
Konkurs był organizowany przez magazyn Glamour i firmę która robi wkładki Carefree.
A było to tak.

Pewnego dnia, jak jeszcze studiowałam, przyszła do mnie przyjaciółka ( pozdrawiam Cię Czesiu kochana :)) i przyniosła mi zdjęcia z obozu zimowego. Zdjęcia przyniosła włożone w gazetę Glamour - żeby się nie pogniotły ;) Zostawiła i zdjęcia i glamour.
Zdjęcia obejrzałam, glamour też. Przeczytałam w nim, że jest konkurs pt" Szukamy kobiet z pasją" czy coś w tym guście. Zgłoszenia można było słać do dnia 8 marca ( to było jakos tak z dniem kobiet związane, czy coś ;))
I jakoś tak poczułam, że muszę napisać. Może Was to zdziwi, ale nie napisałam o szyciu :) Wtedy jeszcze nie dotykałam maszyny ;)
Napisałam o tym, co wtedy wypełniało moją głowę i czas . A były to zabytkowe motocykle :)
No i tak wzięłam i napisałam parę słów. Tego samego dnia wieczorem. A na drugi dzień rano wysłałam :)


I któregoś dnia ( myślę, że po jakimś miesiącu to było), odebrałam telefon: "dzień dobry, dzwonię z Vivy, zakwalifikowała się Pani do kolejnego etapu konkursu, chcialibyśmy zrobić program o Pani". Mnie zamurowało - szczerze mówiąc to zapomniałam, że cokolwiek słałam ;)
Tak czy siak umówiłam się panią która do mnie dzowniłą, że przyjedzie do mnie ekipa tv Viva i będą robić program. O MNIE :))
I rzeczywiście przyjechali :) Z Warszawy aż do Piekła :) Jeździłam na motocyklu, a oni za mną z wielkimi włochatymi mikrofonami i kamerami :) Kazali mi podjechać na stację i zatankować jak gdyby nigy nic - czułam się jak gwiazda ;) bo w naszej małej mieścinie cięzko nie spotkać kogoś znajomego :) więc tylko elegancko kiwałam głową :)
Wtedy myślałam sobie - no, jest nieźle. Skoro zakwalifikowałam się do czołówki konkursu ( zostało nas 12 dziewczyn), to choćby to już jest jakąś satysfakcją.
Nie wierzyłam jednak w wygraną, szczególnie, że nagrodą główną były vouchery o wartości 12000zł z biura podróży TUI.
Byłam przekonana, że wszystko jest ustawione i takie tam ;)

No w każdym razie, jak już było nas tylko 12, to nie dość ze zrobili ten program o mnie tu na miejscu, to potem jeszcze był jednen program nagrywany już w studiu w Warszawie. No i po emisji tego programu ( o każdej z 12 dziewczyn był taki program), jury miało zadecydować.
Dla mnie już samo to nagranie było fajną pamiątką, więc na jakiekolwiek "miejsc" w czołówce nie liczyłam, a co dopiero na wygraną.

Jednak któregoś pieknego kwietniowego dnia dostałam informację że to właśnie ja zostałam wybrana "Kobietą z Pasją" i wygrywam 12tyś zeta :)

Po tym jak już wygrałam, miałam jeszcze "sesję" zdjęciową jako zwyciężczyni ( na starówce w Warszawie - tam to dopiero się czułam jak gwiazda jak paradowałam w butach za 3 tysie z obklejonymi podeszwami żeby nie ubrudzić:)) z make upem i motocyklem :)), a moje zdjęcie wraz z moimi słowami na co przeznaczę nagrodę ukazały się w którymś z Glamour :))

I wtedy pomyślałam, kurde mol :) Nie jest źle :)) Uznali, że jest we mnie coś fajnego :)
Glamour dowartościowało mnie :)) ( Od tamtej pory kupuję każdy numer :)) a dla potomnych mam pamiątkę w postaci programu o sobie :)

Za tą kasę pojechaliśmy 2 razy w Alpy na narty ( raz w 13 a raz w 10 osób :)) i raz do Tunezji ( wiem, bezsensu ale ta Tunezja to była dla Michała, który jako dziecko z gór nie widział morza nigdy ;))


No ale nie o tym ;)

Portfel uszyłam ;)
Jak Mała spała.
Okropnie mi się podoba ten materiał:) No OKROPNIE po prostu :)



No to lecę :)) Zawijam kiece i lece lecieć - tzn biegać ;))


Zu

niedziela, 5 września 2010

Mam talent!

Nie wiem, czy oglądacie "Mam talent". Ja oglądam. Jest to jedyny program jaki oglądam w tv. Generalnie tylko ze względu na "Mam talent" nie wywaliłam całkiem telewizora z domu. Jest tylko schowany w mniej używanym pomieszczeniu ;)
Zatem - ja oglądam. Pomijając jego wady, doceniam zalety. Pomijając wszystko - uważam, że ten program pokazuje, jak wiele ludzie potrafią. Jak dużo można zrobić. I jakie fajne rzeczy ludzie robią!
Zastanawiałam się, czy był ktoś na eliminacjach z maszyną do szycia :))
Wczoraj był gość jedzący bigos - więc może? Chociaż tam chyba jest tylko 3 min na zaprezentowanie się.. więc jedyne co można by było uszyć to chyba chusteczka ;)

No i tak w sumie nie wiem po co zaczęłam o tym mam talencie, bo w sumie nie prowadzi to do żadnej głębszej refleksji chyba ;) oprócz tego, że nie ważne co się robi, ale jak się to robi dobrze i z pasją, to warto.
Ja wyznaję zasadę wpajaną mi przez ojca - "Cokolwiek czynisz, czyń rozważnie i patrz końca", dla mnie znaczy to to, że cokolwiek robię, staram się robić dobrze i do końca.
Nie ważne czy sprzątam, czy szyję. Staram się to robić najlepiej jak potrafię.
I wtedy sprawia mi to radość. Nawet jeśli nie jestem mistrzem świata :)

Pokazuję parę zdjęć, tak, dla urozmaicenia deszczowej niedzieli.
Miałam dziś biegać - staram się co drugi dzień biegać godzinę- ale niestety, pogoda jest taka, że chyba mnie mąż nie puści :(
Zatem pewnie uszyję jakieś mega zaległe zamówienie :)
A tak po cichu Wam powiem, że chyba zaczynam ogarniać powoli i znowu będę szyć pełną parą :)



W związku z pogodą, "natchło" mnie na takie buciki:





Torba, o której wspominałam. Niestety przy tej pogodzie, wydaje mi się co najmniej idiotyczna.



I kawałek mojej pracowni. Odgrażałam się, że poświęce jej osobny post, jednak im dłużej w niej urzęduje, tym mniej nadaje się do pokazania :) Wobec czego tak o: pokazuję, że nie oszukuję i że ona w ogóle istenieje :))








PS. Strasznie dziękuję Wam za te wszystkie miłe komentarze które zamieszczacie. To jest tak budujące i tak fajne, że po przeczytaniu ich ( a czasami czytam kilka razy :)) rosną mi skrzydła. I już niemalże latam pod sufitem :))
Dziękuję też za zaproszenia do zabawy w 10, jak znajdę chwilę, to się zabawię :)