piątek, 12 listopada 2010
Film idzie!! O tefalu!
Słuchajcie, jestem w trakcie przesyłania filmiku pt "ja i generator" ;) - mam nadzieję, że uda się go przesłać, bo jest długi, a ja mam słaby internet.
Ale oby.
Nie wiem czy się Wam spodoba, czy nie - w każdym razie tak wyglądał mój pierwszy kontakt z tym urządzeniem.
Moje wrażenia ? Ogólnie pozytywne, ale.. ta cena! Gdybym miała wór pieniędzy na zbyciu, to pewnie chciałabym taki mieć :) Bo to jest jakieś ułatwienie życia.
No to idę się upić ;) żeby jakoś znieść to wystąpienie bądź co bądź publiczne ;))
Zu
PS. WIdzę, że coś sie nie mieści w kadrze, wobec czego podaję linka TUTAJ tu się mieści ;)
Uwaga, jeszcze druga część!
Myślałam, że to trwało dwie minuty, a trwało 15!! Jakby ktoś chciał obejrzeć nieucięte, to TUTAJ
UFF :)
Ale oby.
Nie wiem czy się Wam spodoba, czy nie - w każdym razie tak wyglądał mój pierwszy kontakt z tym urządzeniem.
Moje wrażenia ? Ogólnie pozytywne, ale.. ta cena! Gdybym miała wór pieniędzy na zbyciu, to pewnie chciałabym taki mieć :) Bo to jest jakieś ułatwienie życia.
No to idę się upić ;) żeby jakoś znieść to wystąpienie bądź co bądź publiczne ;))
Zu
PS. WIdzę, że coś sie nie mieści w kadrze, wobec czego podaję linka TUTAJ tu się mieści ;)
Uwaga, jeszcze druga część!
Myślałam, że to trwało dwie minuty, a trwało 15!! Jakby ktoś chciał obejrzeć nieucięte, to TUTAJ
UFF :)
sobota, 6 listopada 2010
Będziemy testować!
Kilka dni temu z radością przyjęłam zaproszenie do udziału w kampanii firmy Tefal. Moim zadaniem jest przetestowanie generatora pary Express Anti Calc GV7250. Napisałam że z radością? Ha, bo właśnie zajechałam mój stary generator - i z miłą chęcią wypróbuję taki co to niby się nim szybciej prasuje o 30% podobno :)
Od tych kilku dni od których wiem, że we wtorek mam go dostać, niczego nie prasuję - co skutkuje stertą atakujących ciuchów, pościeli i innych pogniecionych rzeczy ;)
No ciekawe, ciekawe..
Będę zdawać relację na bieżąco niemalże, bo do końca kampanii niewiele zostało - i obiecuję pisać prawdę, tylko prawdę i całą prawdę :) ( Znacie jakie są trzy góralskie prawdy nie ;)??
Aha - będę nagrywać filmiki pokazujące generator w akcji :) Kurde, kiepska ze mnie aktorka, mam nadzieję, że para utworzy zasłonę dymną :)
Pozdrawiam serdecznie i idę kończyć kopertówkę ;)
Zu
środa, 3 listopada 2010
Żeby znowu było kolorowo!
Kilka moich ostatnich wpisów miało kolor szary.
Mam nadzieję, że takie będą się zdarzać bardzo rzadko.
Ten wpis będzie kolorowy. Bo mam taką chęć życia i działania jak jeszcze nigdy. Chcę kochać, jeść, biegać, bawić się, uczyć, szyć -po prostu żyć! Chcę wyrwać od życia jak najwięcej! Wszystko co najlepsze!
W szale szycia, niejedzenia i niespania powstało kilka rzeczy:
Kolejna torba hobo - jestem zakochana w ich kształcie i w tym jak się układają " na człowieku".



W środku jest etui na telefon, którego jakoś nie udało się uwiecznić na zdjęciu.
Do kompletu powstał portfel, w takich samych kolorach.

Powstała również kolejna szara hobo - z paseczkowym wnętrzem.

I kapcie :)


I jeszcze taki słodki portfelos - mam nadzieję, że nie zdradziłam żadnej "tajemnicy" pokazując te zdjęcia ;)



I jeszcze kilkanaście innych rzeczy:)
Z racji strasznej mocy twórczej postanowiłam się "rozwinąć" i szykuję sobie większą pracownię, w kamienicy na rynku w Krośnie. Myślałam, że zrobię to jak Krysia będzie starsza, ale teraz wiem, że nie mam na co czekać - a nawet wszystko składa się tak, że będę miała możliwość tam działać już niedługo. Zresztą pomysłów mam mnóstwo :)
Także uwaga! NADCHODZĘ :))
ZU
Mam nadzieję, że takie będą się zdarzać bardzo rzadko.
Ten wpis będzie kolorowy. Bo mam taką chęć życia i działania jak jeszcze nigdy. Chcę kochać, jeść, biegać, bawić się, uczyć, szyć -po prostu żyć! Chcę wyrwać od życia jak najwięcej! Wszystko co najlepsze!
W szale szycia, niejedzenia i niespania powstało kilka rzeczy:
Kolejna torba hobo - jestem zakochana w ich kształcie i w tym jak się układają " na człowieku".
W środku jest etui na telefon, którego jakoś nie udało się uwiecznić na zdjęciu.
Do kompletu powstał portfel, w takich samych kolorach.
Powstała również kolejna szara hobo - z paseczkowym wnętrzem.
I kapcie :)
I jeszcze taki słodki portfelos - mam nadzieję, że nie zdradziłam żadnej "tajemnicy" pokazując te zdjęcia ;)
I jeszcze kilkanaście innych rzeczy:)
Z racji strasznej mocy twórczej postanowiłam się "rozwinąć" i szykuję sobie większą pracownię, w kamienicy na rynku w Krośnie. Myślałam, że zrobię to jak Krysia będzie starsza, ale teraz wiem, że nie mam na co czekać - a nawet wszystko składa się tak, że będę miała możliwość tam działać już niedługo. Zresztą pomysłów mam mnóstwo :)
Także uwaga! NADCHODZĘ :))
ZU
wtorek, 2 listopada 2010
Wyniki candy!
Zgodnie z obietnicą drogą losową wybrałam dwie osoby, które nagrodzę kapciochami.
Bardzo dziekuję za udział w zabawie wszystkim biorącym udział ;) Szkoda, że zbiegło się to z takim smutnym czasem u nas.
Także uwaga uwaga:
Jedną parę kapciochów wygrała: Nelka
Drugą parę: Patrycja
Bardzo proszę dziewczyny o szczegóły - jakie kolory, wzory rozmiary :) No i serdecznie gratuluję:)
Do losowania użyłam internetowego losowacza, niestety nie miałam jak zrobić tego jakoś fajniej.
Dużo myśli kłębi mi się w głowie.
Z jednej strony jest mi smutno i jestem przygnębiona, szczególnie jak widzę cierpienie mojej Mamy - tak, że nie chce mi się nic, a z drugiej mam niesamowity "power" do działania. Tak naprawdę uszyłam bardzo dużo rzeczy przez ostatnie kilka dni, nie chce mi się ani spać, ani jeść. A jak szyję to jakoś tak mi dobrze.
Życie jest tak kruche i ulotne, tak bardzo chciałabym wykorzystać każdą sekundę i niczego nie żałować.
Śmierć mojej Babci i Dziadka dosadnie uświadomiła mi, że nie jestem już dzieckiem, że jak ja byłam w wieku moich dzieci, to moi dziadkowie byli w wieku moich rodziców - a przecież ja tak dobrze to pamiętam i przeraża mnie jak szybko to minęło!
Powtarzając za Rybowiczem:
Nie, nie zrobisz nic.
Trzeba żyć!
Po prostu trzeba żyć!
Trzeba żyć!
Trzeba żyć w więzieniu
i trzeba żyć
w zakładzie dla obłąkanych.
Trzeba żyć, po prostu trzeba żyć!
Na obczyźnie
i w nieznośnej
domowej atmosferze.
Trzeba żyć
z listem gończym za tobą
i z wyrokiem śmierci
bez apelacji.
I z rakiem płuc.
I kiedy statek tonie.
I kiedy samolot spada.
I kiedy już nie można żyć,
już nie.
Trzeba żyć!
Trzeba żyć!
Po prostu trzeba żyć!
Trzeba żyć,
gdy zawierucha
i mróz,
i brak butów na zimę.
Gdy strasznie źle,
i gdy jeszcze gorzej.
Gdy brak listów
i pieniędzy,
i brak nadziei:
trzeba żyć!
Gdy brak dziecka i kobiety,
w ogóle kogoś bliskiego:
jeszcze musimy żyć.
Trzeba żyć w szpitalu,
i w strasznej nędzy,
i w strasznej rozkoszy.
Żyć, po prostu trzeba żyć!
Nie, nie zrobisz nic.
Trzeba żyć!
Po prostu trzeba żyć!
Trzeba żyć!
Trzeba żyć z przyjaciółmi,
i bez przyjaciół.
Z wrogami.
W Polsce.
Trzeba żyć,
po prostu
trzeba żyć!
Zu
Bardzo dziekuję za udział w zabawie wszystkim biorącym udział ;) Szkoda, że zbiegło się to z takim smutnym czasem u nas.
Także uwaga uwaga:
Jedną parę kapciochów wygrała: Nelka
Drugą parę: Patrycja
Bardzo proszę dziewczyny o szczegóły - jakie kolory, wzory rozmiary :) No i serdecznie gratuluję:)
Do losowania użyłam internetowego losowacza, niestety nie miałam jak zrobić tego jakoś fajniej.
Dużo myśli kłębi mi się w głowie.
Z jednej strony jest mi smutno i jestem przygnębiona, szczególnie jak widzę cierpienie mojej Mamy - tak, że nie chce mi się nic, a z drugiej mam niesamowity "power" do działania. Tak naprawdę uszyłam bardzo dużo rzeczy przez ostatnie kilka dni, nie chce mi się ani spać, ani jeść. A jak szyję to jakoś tak mi dobrze.
Życie jest tak kruche i ulotne, tak bardzo chciałabym wykorzystać każdą sekundę i niczego nie żałować.
Śmierć mojej Babci i Dziadka dosadnie uświadomiła mi, że nie jestem już dzieckiem, że jak ja byłam w wieku moich dzieci, to moi dziadkowie byli w wieku moich rodziców - a przecież ja tak dobrze to pamiętam i przeraża mnie jak szybko to minęło!
Powtarzając za Rybowiczem:
Nie, nie zrobisz nic.
Trzeba żyć!
Po prostu trzeba żyć!
Trzeba żyć!
Trzeba żyć w więzieniu
i trzeba żyć
w zakładzie dla obłąkanych.
Trzeba żyć, po prostu trzeba żyć!
Na obczyźnie
i w nieznośnej
domowej atmosferze.
Trzeba żyć
z listem gończym za tobą
i z wyrokiem śmierci
bez apelacji.
I z rakiem płuc.
I kiedy statek tonie.
I kiedy samolot spada.
I kiedy już nie można żyć,
już nie.
Trzeba żyć!
Trzeba żyć!
Po prostu trzeba żyć!
Trzeba żyć,
gdy zawierucha
i mróz,
i brak butów na zimę.
Gdy strasznie źle,
i gdy jeszcze gorzej.
Gdy brak listów
i pieniędzy,
i brak nadziei:
trzeba żyć!
Gdy brak dziecka i kobiety,
w ogóle kogoś bliskiego:
jeszcze musimy żyć.
Trzeba żyć w szpitalu,
i w strasznej nędzy,
i w strasznej rozkoszy.
Żyć, po prostu trzeba żyć!
Nie, nie zrobisz nic.
Trzeba żyć!
Po prostu trzeba żyć!
Trzeba żyć!
Trzeba żyć z przyjaciółmi,
i bez przyjaciół.
Z wrogami.
W Polsce.
Trzeba żyć,
po prostu
trzeba żyć!
Zu
poniedziałek, 1 listopada 2010
Pierwszy listopada
Dzielę się z Wami kolejną smutną dla mnie informacją.
Dziś zmarł mój dziadek. Przemijalność i nieuniknioność przeraża.
Dziś zmarł mój dziadek. Przemijalność i nieuniknioność przeraża.
środa, 27 października 2010
Zmiana terminu!
Kochani, w związku z tym, że jutro jedziemy na pogrzeb, nie będę mieć możliwości przez najbliższe dni, wylosowania dwójki szczęśliwców - wobec czego przenoszę termin zakończenia candy na wtorek - 2 listopada. Mam nadzieję, że wybaczycie?
A żeby nie było tak strasznie smutno, zamieszczam na pocieszenie kilka zdjęć:



PS. Bardzo dziękuję za wszystkie słowa otuchy, w kupie raźniej jak to mówią.
A żeby nie było tak strasznie smutno, zamieszczam na pocieszenie kilka zdjęć:
PS. Bardzo dziękuję za wszystkie słowa otuchy, w kupie raźniej jak to mówią.
piątek, 22 października 2010
Czasem słońce, czasem deszcz
W ostatnim poście obiecałam, że napiszę co ciekawego się u nas działo.
Otóż, tak naprawdę chyba dzięki Asi z GreenCanoe odwiedzili nas "werandowcy countrowcy" - tzn Asia i Rafał z Werandy Country. Były to bardzo fajne odwiedziny, które mam nadzieję, nie "poskutkują" jedynie pięknymi zdjęciami ale również fajną znajomością :)
Chciałam napisać więcej na temat ich wizyty, bo generalnie kilka dni przed ich przyjazdem mieliśmy nie pomalowane schody ( o obiecałam, że pomalujemy, choć Asia mówiła, że nie muszę ;)) i był w domu ogólny "sajgon". A jak już przyjechali, to słońce zachodziło na wschodzie, a w nocy był dzień ;) i było naprawdę "kolorowo" :)
Efekty będziecie mogli podziwiać w Werandzie Country - jednak pewnie dopiero za rok :)
Jednak cała radość i pozytywne emocje związane z ich wizytą były cały czas wymieszane ze smutkiem. Niestety od kilku dni prawie codziennie docierała do nas jakaś straszna informacja. Ostatnią z nich była ta, o śmierci mojej babci. I jakkolwiek śmierć starszej osoby jest rzeczą "naturalną" - tak okoliczności w jakich babcia zmarła są już nienormalne i naprawdę ciężkie do zrozumienia i uwierzenia w to co się stało. Nie wiem czy powinnam o takich rzeczach tutaj pisać, nie wiem czy to nie ekshibicjonizm. Jednak inaczej nie potrafię. Dzielę się z Wami radościami, podzielę się też smutkiem. Przecież życie to nie tylko śmiech i dyskoteka.
Otóż moja babcia zmarła w drodze do szpitala po tym, jak w jej mieszkaniu wybuchł pożar. Mieszkała sama, daleko od nas. Przykro mi, że nie zdążyłam jej powiedzieć że wiele dla mnie znaczyła, że dzięki niej robiłam tak wiele rzeczy, kiedy moi rodzice pracowali. Że nosiła mi plecak i gotowała obiady. Że mówiła rodzicom że grałam na fortepianie wtedy, kiedy ja jeździłam na wrotkach.. Babciu, wiem że to przeczytasz. Pokaż to też Wojtkowi. I babci Krysi. Bo wiem, że już jesteście razem..
Dowiedzieliśmy się też o chorobie kilku bliskich nam osób, jednej z nich lekarze nie dają szans. A ja się pytam do cholery - jak może nie być szans? No jak?? Jak były, to nikt się nie zorientował jaka to choroba! Pomimo wizyt w szpitalu, badań! Jak to jest mozliwe!? Ja się nie zgadzam na taki świat!
Czemu w jednej sekundzie nasze plany, marzenia, nasze szczęście może prysnąć jak bańka mydlana i nie mamy na to żadnego wpływu? Choćbyśmy drapali pazurami, krzyczeli i walczyli do utraty tchu??
Trzeba o tym pamiętać i łapać każdą chwilę, każdy dzień, każdy uśmiech dziecka i każdy promień słońca. Cieszyć się z każdej danej szansy i nie być małostkowym. Dziękować za zieloną trawę i niebieskie niebo! Trzeba żyć! Trzeba życ!
Zu
Otóż, tak naprawdę chyba dzięki Asi z GreenCanoe odwiedzili nas "werandowcy countrowcy" - tzn Asia i Rafał z Werandy Country. Były to bardzo fajne odwiedziny, które mam nadzieję, nie "poskutkują" jedynie pięknymi zdjęciami ale również fajną znajomością :)
Chciałam napisać więcej na temat ich wizyty, bo generalnie kilka dni przed ich przyjazdem mieliśmy nie pomalowane schody ( o obiecałam, że pomalujemy, choć Asia mówiła, że nie muszę ;)) i był w domu ogólny "sajgon". A jak już przyjechali, to słońce zachodziło na wschodzie, a w nocy był dzień ;) i było naprawdę "kolorowo" :)
Efekty będziecie mogli podziwiać w Werandzie Country - jednak pewnie dopiero za rok :)
Jednak cała radość i pozytywne emocje związane z ich wizytą były cały czas wymieszane ze smutkiem. Niestety od kilku dni prawie codziennie docierała do nas jakaś straszna informacja. Ostatnią z nich była ta, o śmierci mojej babci. I jakkolwiek śmierć starszej osoby jest rzeczą "naturalną" - tak okoliczności w jakich babcia zmarła są już nienormalne i naprawdę ciężkie do zrozumienia i uwierzenia w to co się stało. Nie wiem czy powinnam o takich rzeczach tutaj pisać, nie wiem czy to nie ekshibicjonizm. Jednak inaczej nie potrafię. Dzielę się z Wami radościami, podzielę się też smutkiem. Przecież życie to nie tylko śmiech i dyskoteka.
Otóż moja babcia zmarła w drodze do szpitala po tym, jak w jej mieszkaniu wybuchł pożar. Mieszkała sama, daleko od nas. Przykro mi, że nie zdążyłam jej powiedzieć że wiele dla mnie znaczyła, że dzięki niej robiłam tak wiele rzeczy, kiedy moi rodzice pracowali. Że nosiła mi plecak i gotowała obiady. Że mówiła rodzicom że grałam na fortepianie wtedy, kiedy ja jeździłam na wrotkach.. Babciu, wiem że to przeczytasz. Pokaż to też Wojtkowi. I babci Krysi. Bo wiem, że już jesteście razem..
Dowiedzieliśmy się też o chorobie kilku bliskich nam osób, jednej z nich lekarze nie dają szans. A ja się pytam do cholery - jak może nie być szans? No jak?? Jak były, to nikt się nie zorientował jaka to choroba! Pomimo wizyt w szpitalu, badań! Jak to jest mozliwe!? Ja się nie zgadzam na taki świat!
Czemu w jednej sekundzie nasze plany, marzenia, nasze szczęście może prysnąć jak bańka mydlana i nie mamy na to żadnego wpływu? Choćbyśmy drapali pazurami, krzyczeli i walczyli do utraty tchu??
Trzeba o tym pamiętać i łapać każdą chwilę, każdy dzień, każdy uśmiech dziecka i każdy promień słońca. Cieszyć się z każdej danej szansy i nie być małostkowym. Dziękować za zieloną trawę i niebieskie niebo! Trzeba żyć! Trzeba życ!
Zu
Subskrybuj:
Posty (Atom)