poniedziałek, 30 stycznia 2012

Whoooohooooo :)))))

Nie raz okazywało się, że mój dziki entuzjazm przenosi góry, mam nadzieję, że i tym razem tak się stanie :))
Może i naiwnie, może bez doświadczenia, może bez biznesplanu, menadżera i tabelek w excelu, może tam gdzie diabeł mówi dobranoc. Może będzie dobrze, a może mniej dobrze, ale niech będzie :))
Tadaaaaam :)))
Otworzyliśmy własny sklep online :))
Na stronie www.zuziagorska.pl można znaleźć tylko nasze produkty :))
Oczywiście sklep dopiero wystartował, więc jego szata graficzna i zawartość różni się nieco od ideału - ale jest :))
Ostatnie tygodnie poświęciliśmy całkowicie na rozwój Pracowni, pracujemy bardzo dużo, ale z wielkim zapałem i wiarą w sensowność tych działań :)
Mam nadzieję, że niebawem będę mogła napisać nieco więcej o tym co się aktualnie u nas dzieje :) A dzieje się, dzieje! :))
Zatem - do napisania!

I kilka zdjęć :))






Zuzia

Ps. Zapomniałabym :) Zdjęcie "naszej" zimy :))) A to żółte na śniegu po prawej ;) to koc zasłaniający wejście do igloo dzieciaków ;))

czwartek, 29 grudnia 2011

Przyjemność

Ostatnie dni przed Świętami były tak szaleńczo szaleńcze, że nawet nie miałam czasu ani siły pomyśleć o blogu. Niczym elfy Świętego Mikołaja uwijaliśmy się, aby każdy kto zamówił naszą torebkę na prezent, zdążył ją odebrać i położyć pod choinką.
Dziękuję Wam bardzo za te zamówienia! Bardzo bardzo! Ciężko mi uwierzyć, że tak dużo tego było!
Oczywiście wielką radość daje mi to szycie, ale jest ona spotęgowana milionkrotnie ( dziwne słowo ;)) wtedy, gdy widzę, że podoba się to Wam. Odbiorcom, potencjalnym klientom. Wtedy, gdy dostaję maile z podziękowaniami, zdjęcia obdarowanych z nową torebką czy nawet nocne tajne smsy :) - tajne, bo pisane w tajemnicy przed żoną, dla której torebka miała być prezentem :)
Każdy osobisty ślad, każde słowo - po prostu dodają skrzydeł. Głupi frazes, ale właśnie tak to działa :)

Muszę przeprosić za brak życzeń Świątecznych dla Was, tu na blogu. Bądźcie jednak pewni, że ja na codzień życzę Wam Wszystkiego Najlepszego! Nie tylko na Święta :)
Ostatnio przestałam tylko życzyć "spełnienia marzeń" - bo okazuje się, że życie potrafi pisać lepsze scenariusze niż nasze najwspanialsze marzenia :))
Jakby moje się spełniły, to pewnie byłabym punkową perkusistką, albo co najmniej zawodnikiem motocrossowym ;))

Dla uatrakcyjnienia posta zamieszczam zdjęcie obdarowanej, otrzymane od obdarowującej :) Prawda, że fajne :)))???



Zdjęcie jest od http://gwiszcz.pl/karolina/ Jeszcze raz tu na łamach, bardzo dziękuję!

Pozdrawiam wszystkich serdecznie i idę poćwiczyć moje zastane kopyta, bo jednak bądź co badź to sezon narciarski!

Zuzia

środa, 30 listopada 2011

Kim jestem?



Macie jakiś pomysł? Kim jestem?
Projektantką? Krawcową? Producentem toreb? Rzemieślnik kaletnik? Bo jak się mnie ktoś pyta czym się zajmuję w "życiu" to co ja mam mówić :)?

Dziś powrót do korzeni. Kilka toreb, nowych starych, różnych :)
Jak nietrudno się domyśleć, od jakiegoś czasu szycie toreb stało się moim "sposobem na życie". Już rok minął od założenia firmy. Nie pamiętam kto,( Magda? ) ale ktoś napisał mi wtedy, przed rokiem, jak pisałam że zakładam firmę, że będę potrzebowała dużo wsparcia.
To święte słowa były. Gdyby nie spokój i opanowanie mojego męża, pomoc rodziców i wszystkich których mogłam o tę pomoc poprosić, to byłabym w ... hmm no właśnie tam ;)
Przez ten rok bardzo się rozwinęłam, dojrzałam w tym co robię. A może tak mi się tylko wydaje? :) Ja mam poczucie, że z każdym dniem, z każdą kolejną torbą jest coraz lepiej. Że każda kolejna uszyta rzecz jest lepsza od poprzedniej. Cieszy mnie bardzo to, że niezmiennie sprawia mi to ogromną frajdę i daje mnóstwo satysfakcji. Naprawdę :) Idę do pracy i się cieszę, że tam idę. Czy można sobie wymarzyć lepszy "kawałek chleba"?
Od pewnego czasu stale współpracuję z cudowną krawcową, a przy tym fantastyczną babką - Anią. I szczerze, gdyby nie ona, nie zrobiłabym 1/100 tego co udało mi się zrobić.
Ania potrafi wszystko. Na dodatek nie dość że wszystko potrafi uszyć, to jeszcze potrafi to wytłumaczyć, a robi to w takim tempie, że może się zakręcić w głowie!
Dzięki Ania :)) Bez Ciebie to wiesz ... Nic by nie było ;)))

Zatem, kilka zdjęć.
Torba uszyta z ekozamszu typu alcantara, bawełnianej podszewki i skóry naturalnej :)





Ta z kolei, z zamszu naturalnego, bawełnianej podszewki i skóry naturalnej :)





Sporo szyjemy ostatnio ze skór naturalnych. Niełatwe, ale wdzięczne :)





I tak od roku, codziennie wieczorem nie mogę się nadziwić i nadziękować Opatrzności, że mogę robić to, co robię..

Pozdrawiam gorąco! I czekam na śnieg :))))

Zu

niedziela, 27 listopada 2011

Post Dziękczynny - bo trzeba mieć fantazję!




Ostatnio moja mama poprzegrywała filmy z VHSu na DVD. Stare, sprzed około 20 lat.
Znalazły się tam między innymi moje występy z Domowego Przedszkola ( dziury w kapciach na wystające palce to chyba był standard? ), nagrania moich egzaminów ze szkoły muzycznej, ale również imprezy moich rodziców, bal przebierańców na którym przebrany za cygankę dentysta rwał zęba facetowi przebranemu za baletnicę, narzędziami pozyczonymi od dentystki przebranej za dentystkę. Nagrania imprez motocyklowych - bo przede wszystkim na takie wtedy rodzice jeździli, a że zawsze brali mnie ze sobą, miałam niezły powrót do przeszłości. Mój tato w dredach, moja mama w skórzanych spodniach, z warkoczem, wszyscy zapakowani do busa "ogórka", z motocyklami na pace. Ja spałam sobie wygodnie z tyłu, na silniku. Ciepło było, mieściłam się. To były fantastyczne czasy. Pamiętam że w skrytce z przodu, zamykanej na chromowaną klameczkę, był śpiewnik i potrafiliśmy całą drogę "prześpiewać" - pamiętam, jak pytałam mamę, co to znaczy "szlochać" ( " Z młodej piersi się wyrwało i za wojskiem poleciało tralala i po nocach tęsknisz szlochasz").
Pamiętam jak na Wyścigach Motocykli Zabytkowych w Olsztynie, moja mama wyprzedziła mojego tatę.. wywalił się na winklu, a moja mama z godnością go objechała :)

Wydaje mi się, że my też mamy fantazję. Ale jaka to fantazja, w porównaniu do tej, moich rodziców? Za tak ciężkich czasów.. Gdzie mój tato czekał na paszport 2 lata, żeby pojechać na wymarzoną wyprawę do Anglii, zabytkowym angielskim motocyklem.. Ja miałam 3 latka, tato 27.. odrestaurował sam w garażu, kupiony w częściach motocykl, którego w Polsce nikt wcześniej nie widział.. bez takiej dostępności informacji jak teraz, bez internetu - ba! bez telefonu! Chciał i zrobił. A jak w końcu udało mu się wyruszyć, to w angielskiej prasie motocyklowej był na okładkach, bo było to zjawisko, że gość zza żelaznej kurtyny, przyjechał na angielskim, własnoręcznie odrestaurowanym motocyklu, w białych trampkach i kasku spadochroniarskim..
A w mojej szkole muzycznej, do której potem poszłam, nauczyciele często nie odpowiadali mu dzień dobry. Bo miał dredy i przyjechał motocyklem, a nie grał pierwszych skrzypiec w filharmonii. Ja miałam sporo nieobecności - bo dużo wyjeżdzaliśmy. Nie grałam po 8 godzin dziennie, jak niektóre koleżanki z klasy. Ale czy to był powód aby tak nas traktować? Prawda, że nie? Ale ile ja się strachu najadłam ile poniżających słów musiałam przyjąć na klatę.. I co? :)

I dziękuję moim rodzicom, że nigdy nie dali się włożyć w tryby, w tryby życia z klapkami na oczach, w tryby "normalnego" życia. Dziekuję, że pokazali mi, że można żyć inaczej, z fantazją, nie zamykając się na nic. Nie dając zwodzić pozorom.
Mamo, Tato - dziękuję!
Dziękuję za granie po nocach w piłkarzyki, za przeciągające się do 4 nad ranem próby zespołu, za jazdę telemarkiem, za przegadane kolacje, śniadania i obiady.
Za imprezy ze zjazdami na nartach po trawie i tańcami na bosaka do rana.







Z pozdrowieniami dla wszystkich, nie mieszczących się w ramach "normalnego" życia! :))

Zu

niedziela, 20 listopada 2011

Maszeruj z chamem albo giń..

Przepraszam, że tak rzadko. Przepraszam, że jak już, to krótko. Przepraszam.

Od kilku dni piosenka SDMu nie chce się ode mnie odczepić. Niestety na każdym kroku napotykam sytuacje, gdzie tekst ten sam wpada z powrotem do głowy.

Tydzień temu byliśmy w Cisnej na koncercie Starego Dobrego Małżeństwa. Był to koncert zorganizowany w ramach 50lecia Grupy Bieszczadzkiej GOPR.
Nie wiem, czy znacie ich najnowszą płytę, ale właśnie ten materiał głównie przedstawili. Bardzo bardzo mocny. Bardzo bardzo przygnębiający. I na dodatek bez cienia nadziei. Bez żadnego promyczka. Nie wiem czy był to repertuar dobry do świętowania takich obchodów, ale na pewno był dobry do zadumy, refleksji i przypomnienia sobie jak hierarchia wartości powinna wyglądać.
Chamstwo w narodzie, jak mawia mój mąż.
Uciekliśmy od tego jak daleko tylko mogliśmy. Ale i tu nas to dosięga, niestety. Świat bez wartości. Powierzchowny. Bez treści. Bez ambicji, honoru. Bez charakteru. Obślizgły, chamski, wulgarny. Oszukany.

Może dlatego, że jestem młodsza, a może dlatego, ze bardziej naiwna. A może dlatego, że jestem po prostu inaczej skonstruowana, oprócz tego wszystkiego co widzi Myszkowski, ja widzę też światełko. Światełko dla wybranych, którzy nie pójdą z chamem za rękę.

Widzicie je też?

Zu

niedziela, 30 października 2011

Wrażenia popokazowe..


Lubię ten stan - najpierw cieszę się na coś co ma się wydarzyć, ale zaraz potem cieszę się że już po :)
Jak zwykle przed wyjazdem bez męża i dzieci miałam cykora - chyba najbardziej bałam się o to, że tęsknota przysłoni radość z fajnie spędzonego czasu. Chwała Bogu pojechała ze mną przyjaciółka z Irlandii, która szczęście w nieszczęściu przyleciała do Polski na operację i była w takcie rekonwalescencji :) i mogła ze mną jechać :)
A właściwie lecieć, bo poleciałyśmy do Warszawy samolotem - bilet był droższy o 25zł niż bus ;) a byłyśmy o 6 godzin szybciej ;)

Jeśli chodzi o sam pokaz, cóż. Pamiętajcie, że ja jestem ze wsi i może trochę inaczej odbieram rzeczywistość.. ale wydaje mi się, że w tym wszystkim za mało jest treści. Nie chodzi mi nawet tylko o pokaz, raczej o cały "ten" świat. Ja lubię po prostu robić swoje. Nie oglądając się na nic - czy modne, czy wypada, czy z kim albo gdzie.
Robię to co lubię, nie kalkuluję i nie lawiruję. Po prostu robię torebki :) Nie pcham się, nie cisnę.
Oczywiście bardzo się cieszę, że miałam okazję zaprezentować się w takich okolicznościach jak Bags Show, bo było to ciekawe doświadczenie, no i przede wszystkim pewnie niezbędne jak się "robi modę". Fajnie też zobaczyć swoje nazwisko na dużym ekranie :)
Moja mama była w takim stresie, że jak Pan Ochroniarz spytał ją o miejsce, to powiedziała, że jest córką Zuzi Górskiej.. ;) Już o nic więcej nie pytał ;)

Bardzo też było miłe to, że miałam taką fajną "świtę", dziękuję też Ani Karamon i Marcie że przyszły zobaczyć :) No i oczywiście innym dziewczynom z "moimi" torebkami, które widziałam :)) I przede wszystkim wszystkim którzy trzymali kciuki :) Dziękuję, jak czytałam Wasze komentarze, że nie mam się czego obawiać, to trochę się obawiać przestałam :)


Chronologicznie idąc, dwa dni po pokazie jeszcze "zaliczyłyśmy" w Warszawie otwarcie butiku - pracowni, moich koleżanek - zajrzyjcie tu Vzoor - moda na szycie.

To był intensywny tydzień, jak wróciłam w sobotę, to usypiając Krysię zasnęłam w opakowaniu :) A mąż łaskawca stwierdził, że byłam taka zmęczona, że myślał, że nie chciałabym żeby mnie budzić. I do rana się tak mordowałam w spodniach, skarpetkach itd.. ;)

Dobrze, że już po :) Że znowu jestem u siebie :) W swoim świecie, przy swojej maszynie :)

Pozdrawiam ciepło,
Zuzia

niedziela, 16 października 2011

Bags Show - finał Bag Designer Awards 2011 :)

Witajcie :)
Aż wstyd się po takiej przerwie odzywać, ale może usprawiedliwi mnie fakt, że przez ostatnie tygodnie szykowałam się do pokazu, na którym ma wystąpić moja najnowsza kolekcja :))
Cały czas nie mogę się nadziwić organizatorom że to właśnie mi, obok marek takich jak Batycki, Coccinelle, Baldinini i Goshico dali możliwość zaprezentowania swoich prac :)
Staram się jak mogę i wraz z kochanymi dziewczynami z którymi współpracuję ( Dzięki Kochane!!) uwijamy się w pocie czoła, żeby 19tego wszystko było zapięte na ostatni guzik. A właściwie na zatrzask ;)
Nie powiem, że nie mam cykora, bo mam jak pieron. Mam nadzieję, że stanę na wysokości zadania, a moje torby spodobają się oglądającym i nie będę musiała w popłochu uciekać przed lecącymi jajkami i pomidorami z towarzyszącym głośnym BUUUUUUUUUUUUUU!!!
Sie okaże.
Muszę jakoś do środy uczłowieczyć, buty z gumiaków na szpilki przebrać i ..ma być git :)
Proszę, trzymajcie kciuki...

Więcej o całym BDA oraz pokazie na www.tajemnicedamskiejtorebki.pl :)

Pozdrawiam serdecznie i przepraszam, że tak rzadko. Ale już nie mam z czego uszczknąć ani minuty.

Zuzia

Ps. Kilka zdjęć torebek, z kolekcji przygotowanej na pokaz :)