I tym sposobem, dzięki pękniętej łąkotce, mam zrobione słoiki na zimę, posprzątaną chałupę, uszytą torbę i kopertówkę ( na zdjęcia niestety nie starczyło juz czasu), upieczony chleb, drożdżówki, ciastka, no szaleństwo :)
Niestety mąż coraz lepiej zaczyna się poruszać i właśnie się drze że musi wyjść i mam przejąć Krystynę, co niniejszym uczynię, Wam pokazująć tylko urywki z ostatnich dni.
Zatem leceeeeeeę!
ZU

witam.
OdpowiedzUsuńbardzo wspolczuje bloesci zwiazanej z lękotka. moj mąz mial podobinie.skonczylo sie na operacjach, rehabilitacjach -dobrze ze to juz za nami.
ladna fotka.
pozdraiwam www.majuhandmade.blogspot.com
Nie ma tego złego, co by na dobre nie wyszło;-)))
OdpowiedzUsuńWitaj!
OdpowiedzUsuńAleż z Ciebie pracuś;-)
Mimo ewidentnych korzyści z uszkodzonej łękotki, dobrze, że Twój mąż już czuje się lepiej.
To musiało piekielnie boleć.
Serdeczności.
I zdrowia dla męża.
ładne są te urywki dni
OdpowiedzUsuńi to czego dokonałaś.. takkk, szaleństwo
Cuuuuudne zdjęcia, jak z żurnala :)
OdpowiedzUsuńŁadna jak diabli ta Twoja CHAŁUPA :) Jak się posuwa remont ? Czekam na relację !!! Pozdrowienia dla obolałego Męża :)
OdpowiedzUsuńZdjęcie w powiększeniu jest przepiękne!!!!
OdpowiedzUsuńZdrówka mężowi zyczę!
Pozdrawiam
Zazdroszczę tej siły do roboty i tego entuzjazmu:)))
OdpowiedzUsuńA mężowi zdrówka życzę...byle nie za szybko- widać że nie ma tego złego...
Jakie cuda! raz choroba się na coś przydała,poduszka na 3 zdjęciu - do schrupania:)
OdpowiedzUsuńDrogie Panie :)
OdpowiedzUsuńDzięki za komplementa, aż sama się dziwię sytuacji, że jestem w stanie na bieżąco komentować komentarze ;) ale dziecko starsze wzięło dziecko młodsze na rower, mąż za nimi pokuśtykał, ja SE zrobiłam ciasto drożdzowe które rośnie i czekam aż urośnie ;) więc chwila luzu :)) Chociaż zaraz się "rzucam" na torbę i portfel do kompletu ;))
Otóz z męża nogą nieciekawie - też go skierowali na operację. On pół życia spędza na nartach, drugie pół na rowerze, a trzecie pół ;) się wspina i kombinuje w górach.. także kolano musi miec do użytku. Teraz tylko czekamy na wieści gdzie najlepiej to zoperować. Niestety po tylu latach nart roweru biegania itd musiało "pójśc". I tak długo wytrzymało.
A życzenia zdrowienia mężowi przekażę jak dokuśtyka ;)
ZU
współczuję mężowi, ale jak pisze Basia, nie ma tego złego - przynajmniej miałaś więcej czasu dla siebie i swoje sprawy ;)
OdpowiedzUsuńpozdrawiam serdecznie
uwielbiam takie zrywy.. gdy mi sie przytrafi pare godzin "wolnosci" to tez latam jak szalona i sama się dziwie ile potrafię zrobić:) zazwyczaj tez podobny zestaw, sprzątanie, pichcenie, pieczenie... pot się leje z czoła, ale satysfakcja niesamowita:)
OdpowiedzUsuńi pytanie: zauwazyłam cudną szydełkową narzute na łózku, czy masz może wzór ? machnęłabym taką chętnie:)
pozdrawiam Lorka
Lorko :)
OdpowiedzUsuńOtóż narzuta jest z "Pewexu" ;) wobec czego nie mam pojęcia jak się ją robi :)
ZU
Zdrowia mężowi.
OdpowiedzUsuńAle sytuacje wykorzystuj maksymalnie i bez żalu:)
Pozdrawiam
fajnie mieć czasem uziemionego męża w domu..:D
OdpowiedzUsuńkolaż świetny! taki jasny i radosny:) ach to Wasze piekiełko..:)
pozdrawiam wakacyjnie:)
Ujawniam się jako Twoja stała "podczytywaczka" i wielbicielka talentu "szyciowego" :)
OdpowiedzUsuńPs. Jestem szczęśliwą posiadaczką czerwonego portfela i szarych kapciuszków. Jest tylko mały problem ... Są tak śliczne, że szkoda mi ich używać i na razie sobie tylko patrzę. Pozdrawiam i zdrowia dla małżonka życzę :)
Nie dodałam, że ten czerwony portfel i kapciuszki Twojego autorstwa są :)
OdpowiedzUsuń