niedziela, 20 listopada 2011

Maszeruj z chamem albo giń..

Przepraszam, że tak rzadko. Przepraszam, że jak już, to krótko. Przepraszam.

Od kilku dni piosenka SDMu nie chce się ode mnie odczepić. Niestety na każdym kroku napotykam sytuacje, gdzie tekst ten sam wpada z powrotem do głowy.

Tydzień temu byliśmy w Cisnej na koncercie Starego Dobrego Małżeństwa. Był to koncert zorganizowany w ramach 50lecia Grupy Bieszczadzkiej GOPR.
Nie wiem, czy znacie ich najnowszą płytę, ale właśnie ten materiał głównie przedstawili. Bardzo bardzo mocny. Bardzo bardzo przygnębiający. I na dodatek bez cienia nadziei. Bez żadnego promyczka. Nie wiem czy był to repertuar dobry do świętowania takich obchodów, ale na pewno był dobry do zadumy, refleksji i przypomnienia sobie jak hierarchia wartości powinna wyglądać.
Chamstwo w narodzie, jak mawia mój mąż.
Uciekliśmy od tego jak daleko tylko mogliśmy. Ale i tu nas to dosięga, niestety. Świat bez wartości. Powierzchowny. Bez treści. Bez ambicji, honoru. Bez charakteru. Obślizgły, chamski, wulgarny. Oszukany.

Może dlatego, że jestem młodsza, a może dlatego, ze bardziej naiwna. A może dlatego, że jestem po prostu inaczej skonstruowana, oprócz tego wszystkiego co widzi Myszkowski, ja widzę też światełko. Światełko dla wybranych, którzy nie pójdą z chamem za rękę.

Widzicie je też?

Zu

niedziela, 30 października 2011

Wrażenia popokazowe..


Lubię ten stan - najpierw cieszę się na coś co ma się wydarzyć, ale zaraz potem cieszę się że już po :)
Jak zwykle przed wyjazdem bez męża i dzieci miałam cykora - chyba najbardziej bałam się o to, że tęsknota przysłoni radość z fajnie spędzonego czasu. Chwała Bogu pojechała ze mną przyjaciółka z Irlandii, która szczęście w nieszczęściu przyleciała do Polski na operację i była w takcie rekonwalescencji :) i mogła ze mną jechać :)
A właściwie lecieć, bo poleciałyśmy do Warszawy samolotem - bilet był droższy o 25zł niż bus ;) a byłyśmy o 6 godzin szybciej ;)

Jeśli chodzi o sam pokaz, cóż. Pamiętajcie, że ja jestem ze wsi i może trochę inaczej odbieram rzeczywistość.. ale wydaje mi się, że w tym wszystkim za mało jest treści. Nie chodzi mi nawet tylko o pokaz, raczej o cały "ten" świat. Ja lubię po prostu robić swoje. Nie oglądając się na nic - czy modne, czy wypada, czy z kim albo gdzie.
Robię to co lubię, nie kalkuluję i nie lawiruję. Po prostu robię torebki :) Nie pcham się, nie cisnę.
Oczywiście bardzo się cieszę, że miałam okazję zaprezentować się w takich okolicznościach jak Bags Show, bo było to ciekawe doświadczenie, no i przede wszystkim pewnie niezbędne jak się "robi modę". Fajnie też zobaczyć swoje nazwisko na dużym ekranie :)
Moja mama była w takim stresie, że jak Pan Ochroniarz spytał ją o miejsce, to powiedziała, że jest córką Zuzi Górskiej.. ;) Już o nic więcej nie pytał ;)

Bardzo też było miłe to, że miałam taką fajną "świtę", dziękuję też Ani Karamon i Marcie że przyszły zobaczyć :) No i oczywiście innym dziewczynom z "moimi" torebkami, które widziałam :)) I przede wszystkim wszystkim którzy trzymali kciuki :) Dziękuję, jak czytałam Wasze komentarze, że nie mam się czego obawiać, to trochę się obawiać przestałam :)


Chronologicznie idąc, dwa dni po pokazie jeszcze "zaliczyłyśmy" w Warszawie otwarcie butiku - pracowni, moich koleżanek - zajrzyjcie tu Vzoor - moda na szycie.

To był intensywny tydzień, jak wróciłam w sobotę, to usypiając Krysię zasnęłam w opakowaniu :) A mąż łaskawca stwierdził, że byłam taka zmęczona, że myślał, że nie chciałabym żeby mnie budzić. I do rana się tak mordowałam w spodniach, skarpetkach itd.. ;)

Dobrze, że już po :) Że znowu jestem u siebie :) W swoim świecie, przy swojej maszynie :)

Pozdrawiam ciepło,
Zuzia

niedziela, 16 października 2011

Bags Show - finał Bag Designer Awards 2011 :)

Witajcie :)
Aż wstyd się po takiej przerwie odzywać, ale może usprawiedliwi mnie fakt, że przez ostatnie tygodnie szykowałam się do pokazu, na którym ma wystąpić moja najnowsza kolekcja :))
Cały czas nie mogę się nadziwić organizatorom że to właśnie mi, obok marek takich jak Batycki, Coccinelle, Baldinini i Goshico dali możliwość zaprezentowania swoich prac :)
Staram się jak mogę i wraz z kochanymi dziewczynami z którymi współpracuję ( Dzięki Kochane!!) uwijamy się w pocie czoła, żeby 19tego wszystko było zapięte na ostatni guzik. A właściwie na zatrzask ;)
Nie powiem, że nie mam cykora, bo mam jak pieron. Mam nadzieję, że stanę na wysokości zadania, a moje torby spodobają się oglądającym i nie będę musiała w popłochu uciekać przed lecącymi jajkami i pomidorami z towarzyszącym głośnym BUUUUUUUUUUUUUU!!!
Sie okaże.
Muszę jakoś do środy uczłowieczyć, buty z gumiaków na szpilki przebrać i ..ma być git :)
Proszę, trzymajcie kciuki...

Więcej o całym BDA oraz pokazie na www.tajemnicedamskiejtorebki.pl :)

Pozdrawiam serdecznie i przepraszam, że tak rzadko. Ale już nie mam z czego uszczknąć ani minuty.

Zuzia

Ps. Kilka zdjęć torebek, z kolekcji przygotowanej na pokaz :)



czwartek, 29 września 2011

Tejemnice Damskiej Torebki :) Konkurs !! :))


Jako, że domyślam się, że blog odwiedzają zainteresowani torebkami :), projektowaniem oraz szyciem, zapraszam do udziału w konkursie :)
Zajrzyjcie na www.tajemnicedamskiejtorebki.pl tam znajdziecie szczegóły.
Często dostaję od Was maile z pytaniem " jak zacząć"? Może to jest dobry moment, może właśnie teraz :) Wyślijcie swój projekt, a może zrealizuje go firma Batycki:))
Serdecznie zapraszam, myślę, że to naprawdę świetna okazja :)

Pozdrawiam Was serdecznie i wracam do maszyny jak zwykle :)))

niedziela, 4 września 2011

Kupa sprzętu, brak talentu ;) - o wyborze maszyny :)




Witajcie :)


Dacie wiare? Wrzesień?? A gdzie lipiec? A sierpień? Już był???

Tak to jest, jak się nie wyrabia człowiek z niczym, to czas biegnie conajmniej jak Usain Bolt.

Mam wrażenie, że poprzedniego posta zamieściłam tydzień, no, dwa temu. A tu.. Miesiąc?

Dziś chciałabym napisać o tym jak zacząć, jaką maszynę wybrać, co jest nam potrzebne, aby zacząć SZYĆ :)
Często dostaję maila z takimi pytaniami, w związku z czym, liczę na to, że moje wypociny przydadzą się komuś, coś rozjaśnią, coś wyjaśnią :)

Otóż, kiedy zaczynałam szyć, miałam tępe nożyczki i starego Łucznika, a że chciałam zacząć JUŻ NATYCHMIAST jak mi to przyszło do głowy, nie miałam czasu na kompletowanie innego sprzętu.
I właściwie to chyba taki start mogę polecić - bo po pierwsze:
Każdy ma w domu starego Łucznika ( albo babcia, albo ciocia, no ktoś ma na pewno!), po drugie, jak to zawsze mawiał mój tato, jak się nauczysz na słabym, no na każdym będziesz umiał ( tyczyło się to zarówno jazdy na nartach, jazdy motocyklem i kilku innych czynności ;))

"Stary Łucznik" szył wiele świetnych kreacji, spodni, sukni, wszystkiego czego w sklepach nie było :)w związku z czym śmiem twierdzić, że każdy kto chce się nauczyć szyć, może na takim zacząć :)
Co prawda pracuje jak kombajn i trzęsie chałupą, ale czego się nie robi dla przyjemności :)
Na początek warto spróbować szyć rzeczy proste - hitem jest chyba poszewka na poduszkę, kogo nie spytam, to pierwszą uszył właśnie poszewkę :)

Jak ktoś juz "załapie" i chce poprawić sobie jakośc pracy, chce kupić maszynę nowocześniejszą, ma naprawdę szeroki wybór. Oczywiście wszystko kwestia "piniędzy". Ja polecam kupić prostszy model "lepszej" firmy ( jaka to lepsza według mnie, zaraz napiszę ;) ) niż bardziej zaawansowany, z większą ilością gadżetów, ale firmy gorszej.
Z mojego doświadczenia wynika, że niestety dzisiejszy Łucznik słabo sobie radzi.. jakoś wykonania jest o wiele słabsza niż na przykład JANOME czy ELNA. Trwałośc niestety też kuleje, i obawiam się, że dzisiejsze Łuczniki, nie przetrwają ani połowy tego, co przetrwały Łuczniki naszych mam, babć i prababć.

Dlatego ja szczerze polecam maszyny firmy Elna bądź Janome. Prostsze modele można kupić już w całkiem rozsądnej cenie, moja Elna przeżyła już dwa lata naprawdę ciężkiego szycia i absolutnie NIC się z nią złego nie stało. Raz tylko moja mama "wygła" nawlekacz, bo nie wiedziała jak użyć ;) i raz była w przeglądzie( maszyna, nie mama), po którym Pan Od Przeglądu pokazał kłębek ( taki jak się koty bawią!) nici i innego "syfku" który wyciągnął ze środka :)( a wydawało mi się, że dbam i że czyszczę ;))

W mojej wątpliwej karierze krawieckiej, kolejną maszyną była już stębnówka przemysłowa, pierwszą była "podróba" Juki, o symbolu GC 8700 - była najtańsza ;)
Miała silnik sprzęgłowy i dużą prędkość w porównaniu do Elny. Do szycia precyzyjniejszych wykończeń używałam jednak nadal Elny, bo nie miałam obczutej na tyle "przemysłówki" żeby zrobić jakieś bardzo perfekcyjne stębnówki czy inne wykończenia. Jednak duży stół na którym stała oraz podnoszenie stopki nogą jak i momentami duża prędkość, były jej niewątpliwym atutem. Brakowało jednak precyzyjności. Myślałam, że to kwestia obczucia, co również niewątpliwie było prawdą, jednak od czasu jak usiadłam na chwilę do maszyny JUKI DDL 8700 u mojej koleżanki w Pracowni, nie mogłam przestać o takiej marzyć. IDEAŁ. Wszystkie zalety Elny i przemysłówki a żadnych wad! Energooszczędny silnik, sterowany elektronicznie, reagujący tak samo precyzyjnie jak Elna, o prędkości 6000! Cichutka praca, duży stół, nie wiem jak to opisać.. to jak przesiąść się z malucha do mercedesa. Niby wszystko tak samo.. a jednak :)
W związku z czym nie namyślałam się długo i w mojej pracowni stanęła taka sama :))

Podsumowując. Jeśli ktoś ma miejsce, trochę większe fundusze, lub planuje związać się z maszyną na stałe ;) szczerze polecam zainwestować w przemysłową stębnówkę, z silnikiem energooszczędnym ( to ważne!) Cena takiej stębnówki to około 2000zł, w takiej cenie można kupić domową Elnę lub Janome ( jak ktoś nie ma miejsca na przemysłówkę, to też będzie zadowolony :)
Jeśli jednak potrzebujecie maszyny do szycia okazjonalnego, małej, którą można postawić na stół w kuchni a potem schować, i nie chcecie wydać majątku, polecam najprotsze modele Elna lub Janome.
Bardzo fajnym gadżetem jest wbudowany nawlekacz nici oraz obcinak, fajną funkcją jest również automatyczne ryglowanie sciegu, jednak bez tego wszystkiego naprawdę da się szyć równie przyjemnie.

Aha i tu zaczyna się pewna schizma ;) ponieważ ja skupiłam się właściwie na szyciu toreb, kopertówek. Do tego potrzebuję niego innego sprzętu niż do szycia ubrań.

W moim przypadku wystarczyła maszyna stębnówka, o prostym ściegu. Do haftów, obrzucania (jak mi przyjdzie do głowy uszyć sobie spodnie na przykład), używam Elny.
Mam za to praskę - napownicę, stemple, nożyki, linijki, ekierki, inne butapreny, rolki klejonki, sztywnika itd.
Do szycia ubrań bardzo potrzebny jest overlock oraz manekin. Bez tego właściwie ciężko.


Jak tak czytam to co piszę, to nie wiem czy rozjaśniam czy zaciemniam :/ Ale nic więcej mi nie przychodzi do głowy. Może spróbujmy zrobić tak, jakby ktoś chciał o coś dopytać, proszę pytajcie w komentarzach. Odpowiedzi postaram się udzielić edytując - dorzucając do posta. Wiem że mi było ciężko ogarnąć sprawę napownicy, metek, klejonek, sztywników. Musiałam wszystkiego się jakoś dowiedzieć z praktyki, może macie jakieś pytanie dotyczące właśnie takich kwestii? Jeśli tak, pytajcie, będę odpowiadać.

Na zdjęciach moja Pracownia :) Miejsce gdzie chodzę z przyjemnością pracować :) I nigdy nie czuję się jak w pracy! :)


Pozdrawiam bardzo serdecznie,

Zuzia











PS. Poza tym wszystko u mnie wszystko dobrze, żeby nie powiedzieć cudownie :) Zdrowie, szczęście i wszelka pomyślność :))

niedziela, 31 lipca 2011

W czasie deszczu..

Podobno w czasie deszczu dzieci się nudzą. Ja czuję się jak dziecko, ale się wcale nie nudzę :) Ani podczas deszczu, ani podczas upałów. Nawet wolę czasem jak leje :) Nie mam wyrzutów sumienia, że się "kiszę" w pracowni.
Jednak solidarnie muszę trochę na pogodę ponarzekać, bo po pierwsze, dzieciaki z Wakacji w Piekle zaczynają roznosić chałupę :), a po drugie, zaczęliśmy szalować dom. ( Tu przypomina mi się dowcip, jak chłop podjeżdza furmanką z węglem i krzyczy" Węęęęgiel przywiozłeeeem" - a koń odwraca się do niego i mówi, kiwając łbem - "Tak, Ty przywiozłeś" :)) ) No więc ja nie szaluję wlasnoręcznie, ale mąż ze swoim teściem - czyli moim ojcem ;)

Często pytaliście jak wygląda dom z zewnątrz, bo jak wewnątrz to już wiadomo :)
Otóż, nie pokazywałam jak wygląda z zewnątrz ( no jakieś urywki) bo nie było czego pokazywać. Na dachu leży papa, straszy i czeka na pokrycie gontem. Naokoło też nie za przyjemnie, bo stoi słup elektryczny, który straszy i czeka na usunięcie ;) Jak go usuniemy, to wtedy będziemy mogli ogarnąć obejście, w tym momencie byłoby to bezsensu, bo przy jego usuwaniu wjedzie kopara i i tak wszystko ..zrówna z ziemią ;)


Cały czas mamy dylemat, jak pomalować te dechy.. ja już nie mam pomysłu. Szczególnie, że to modrzew, on czerwienieje, nie wiem, naprawdę nie wiem.. Mąż mówi, że wie. Ale ja się trochę boję, jak on tak mówi :)

Krystyna oczywiście, nie odpuszcza okazji do malowania ;)


Zaczęła się też jakaś pora na robale, nie wiem skąd one się biorą, wszędzie takie czarne pancerniaki, chyba żrą drewno - czyli spożywają naszą chałupę ;) Co chwilę jakiegoś gdzieś znajduję, przewróconego na plecy i machającego odnóżami - nie wiem, może one z sufitu spadają i dlatego wszystkie w takiej pozycji znajduję ?

W Pracowni jak zwykle młyn. Wywołuje to u mnie euforię, na przemian z przerażeniem.
Bo najpierw myślę - jak cudownie, tyle zamówień, tyle pracy! A za chwilę, o mamo o mamo, rany, rany, jak my to ogarniemy??

Na domiar "złego" planuję w najbliższym czasie, jak będzie lało :) zrobić remont w pracowni - nieduży, malowanie i podłoga. Ale żeby to zrobić, trzeba wynieść, albo przynajmniej przenieść maszyny, a one są ciężkie jak grzech. Ale przyjemniej byloby pracować w milszych dla oka kolorach. No oby się udało :) Oby lało :))))


A, i powiem Wam, że ostatnio miałam w Pracowni niesamowitego gościa :) Odwiedziła mnie Ania Karamon, z zespołu "Dziewczyny" :) To było naprawdę świetne spotkanie,za które bardzo Ani dziękuję i mam nadzieję, że zaowocuje czymś fajnym - torebkowym :)


A z ostatnich torebkowych :)







Wiem, że ostatnio blog trochę kuleje, ale nie zapominam o nim :) Tylko doba za krótka, rąk za mało i mózg za mało wydajny :)




Pozdrawiam serdecznie życząc każdemu takiej pogody, jaka mu potrzebna :)))

Zuzia

niedziela, 3 lipca 2011

Z prośbą.


Poproszono mnie, o poproszenie :)

Co też niniejszym czynię :)

Wykorzystując rzekomą popularność bloga, bardzo proszę zapoznajcie się z prośbą :
"Pomóżmy Dorocie, znanej jako podwiatr, wygrać konkurs fotograficzny! Wystarczy kliknąć link do zdjęcia http://www.warsztatywzlodziejewie.pl/wp-content/plugins/wp-photocontest/viewimg.php?img_id=13&post_id=2542, oddac głos oceniając zdjęcie na 5 punktow i potwierdzić go klikając w link w mailu zwrotnym. To proste, nic nie kosztuje, a może przyczynić się do spelnienia jej wielkiego marzenia. "


Nie jestem zwolennikiem nagabywania do głosowania na wskazaną rzecz, zdjęcie, człowieka itd - uważam że nie jest uczciwie kazać an kogoś glosować, dlatego proszę, jeśli macie chwilę, zapoznajcie się z innymi zdjęciami - ale ja Wam mówię, że na Wasz głos zasługuje zdjęcie Doroty :))))

Pozdrawiam Was serdecznie i trzymam kciuki za spełnianie marzeń wszystkich, którzy je mają!


Zuzia